Jakie będą przemysły XXI wieku?Andrzej Herman – Celem naszej dyskusji nie są przepowiednie technologiczne.
Nie sposób jednak nie zauważyć, że w ciągu ostatniego półwiecza nastąpił istotny rozwój metod prognozowania. W coraz większej liczbie korporacji na świecie pojawia się nowy zawód – futurolog, czyli ktoś kto potrafi prognozować przyszłe trendy rozwojowe – od demografii, klimatu i technologii, po gospodarkę globalną i społeczeństwo. Czy możemy dziś odpowiedzieć na pytanie, jakie będą przemysły XXI wieku? Czy wiemy, co nowego wyłania się w sferze technologicznej, byśmy mogli podpowiedzieć polskim przedsiębiorcom, jakie obszary aktywności gospodarczej staną się wiodące w dającej się przewidzieć przyszłości? Niedawno jeszcze mieliśmy w Polsce taką instytucję, która nazywała się Centrum Studiów Strategicznych. Dzisiaj takiego centrum nie ma, ale są różnego rodzaju grupy eksperckie typu think-tank, są ośrodki akademickie, jest również Komitet Badań – „Polska 2000plus” Polskiej Akademii Nauk. Czy potrzebny jest taki instytut „przewidywania”, który szukałby odpowiedzi na strategiczne pytanie, dotyczące przyszłej struktury polskich przemysłów?
Andrzej K. Koźmiński – Wydaje mi się, że specjaliści w poszczególnych dziedzinach, jak na przykład energia, woda, żywność, są w stanie dosyć dobrze odpowiedzieć na pytanie, jakie będą przyszłe możliwości technologiczne, podpowiadając tym samym możliwości nowych aktywności gospodarczych. Problem polega na tym, że brakuje instytucji think-tank o charakterze interdyscyplinarnym. To znaczy takich, w których łączyłoby się w jedną całość analizę geostrategiczną, polityczną, ekonomiczną i technologiczną. Takim przykładem może być Rand Corporation w USA. Wprawdzie nic ważnego tej instytucji nie udało się, jak dotąd przewidzieć, ale samo ćwiczenie jest bardzo pożyteczne, gdyż uwrażliwia. W Polsce takich całościowych obrazów, w których te wszystkie elementy byłyby wzięte pod uwagę, nikt nie robi, gdyż tu też działa prawo popytu. One nie są tu nikomu potrzebne, więc ich nie ma.
Michał Kleiber – Problemem jest nie tylko to, że nie ma instytucji zajmujących się myśleniem strategicznym. Dramat polega na tym, że politycy nie odczuwają potrzeby ich istnienia. Mamy próby tworzenia takich instytucji, ale są to próby ograniczone tematycznie, często podporządkowane doraźnym celom, które nie wypełniają wyraźnie widocznej luki merytorycznego wspomagania decyzji na różnych szczeblach. Moim zdaniem, biorąc pod uwagę obecną sytuację gospodarczo-polityczną nie można oczekiwać, że cokolwiek takiego szybko powstanie. Można byłoby natomiast pokusić się o powołanie wirtualnego centrum studiów strategicznych, czyli instytucji bez budynków i sekretarek, ale będącej w gotowości do podejmowania się zadań związanych z myśleniem strategicznym, szczególnie na zlecenie rządu i parlamentu. Warto o tym mówić i dopominać się jej powołania.
A. Herman – Ukazuje się dość dużo publikacji na temat nowatorskich technologii. Ostatnio ukazała się między innymi książka: Świat w 2025. Scenariusze Narodowej Rady Wywiadu USA.
Jest w niej bardzo wiele ciekawych informacji na temat gotowych do wprowadzenia wynalazków. Ale generalny niosek, jaki nasuwa się po jej lekturze jest taki, że dziś w różnych obszarach są dostępne nowe technologie, ale barierami ich wdrożenia są koszty, czyli uwarunkowania rynkowe.
A.K. Koźmiński – Bo taka jest rzeczywista przyczyna barier wdrażania innowacji. Co innego możliwości technologiczne, co innego zaś ich realizacja. Realizacja jest uzależniona od efektywnego popytu. Jeśli go nie ma, to nawet najwspanialsze wynalazki gdzieś przepadają.
M. Kleiber – Jeśli mówimy o technologiach, które miałyby zasadniczo zmienić świat, to trzeba sobie powiedzieć, że takie przełomowe innowacje są nie do przewidzenia, choć na pewno będą się pojawiać. Natomiast możemy dostrzec trendy rozwojowe, które wynikają z rysujących się wyraźnie osiągnięć badawczych i technologicznych z jednej strony, a z sygnałów dotyczących potencjalnego popytu z drugiej. Kiedy to się stanie, za trzy czy za dziesięć lat – to inna sprawa. Mógłbym bez trudu opowiedzieć, jakie innowacje są już praktycznie gotowe w zakresie teleinformatyki – dla przykładu cyfrowa konwergencja telefonii, telewizji i internetu, już niebawem spowoduje zmiany znacznie większe od wszystkiego, co obserwowaliśmy w tym zakresie dotychczas. Wiemy, że niesłychane możliwości kryją się w nowoczesnej biomedycynie, nie mniejszy potencjał jest ukryty w nanonauce – i wiele z możliwych wdrożeń nietrudno dziś przewidzieć. Ale oczywiście ostatnie słowo będzie miał popyt na nowe rozwiązania.
A. Herman – Ale gdzie dziś powinniśmy poszukiwać szans rozwojowych dla przemysłów w Polsce? Czy powinniśmy stworzyć strategię ich rozwoju?
M. Kleiber – Jeśli chodzi o nowe przemysły, które mają rozwijać się w oparciu o nowe technologie, to w Polsce z wiadomych powodów potencjalnych sukcesów upatrywać należy nie w obszarach najbardziej spektakularnych odkryć (choć i tu identyfikowanie nisz technologicznych jest dla nas ważne), a raczej w tym, co się obiegowo nazywa spill-over effects, czyli od umiejętności twórczego wykorzystywania kluczowych innowacji w różnych innych obszarach działalności. Dobrym przykładem jest informatyka. Jeśli chodzi o „hardware” to nasze szanse na innowacje w najbliższej dekadzie są znikome, w przypadku „software’u” można sobie jednak bez trudu wyobrazić, że w pewnych obszarach będziemy mogli zaoferować sobie i światu coś prawdziwie wartościowego. Ale nasza główna szansa to oczywiście skuteczne wykorzystywanie nowych technik informacyjnych w wielu dziedzinach życia, nawet tych pozornie odległych od informatyki. Musimy się szybko nauczyć określać szeroko rozumiany wpływ technologii IT na rozwój gospodarczy – jedyne znane mi opracowanie sprzed paru lat to rozprawa doktorska Marcina Piątkowskiego. Jeśli dobrze pamiętam stwierdził on, że przy średnim wskaźniku wzrostu PKB w ostatnich dwu dekadach na poziomie 4,0 proc. – 0,5 proc., a więc 1/8 wzrostu osiągnięta została dzięki efektom wdrażania IT. Ze względu na wagę tych właśnie spill-over effects dla naszego rozwoju podjęcie badań w tym zakresie uważam za ważne. Jedno wydaje mi się pewne – wkraczamy obecnie na świecie w fazę niezwykłych innowacji, dla których istnieje w tej chwili olbrzymi potencjał. W połączeniu z coraz większym szacunkiem dla prawa własności intelektualnej sprawia to, że są na świecie do wzięcia tysiące patentów z możliwością olbrzymich zysków z ich sprzedaży. Niedostrzeganie tego jest wielkim błędem – stać nas na to, abyśmy skutecznie wyszukiwali nisze, w których możemy odnosić sukcesy bazujące na kreatywnej pracy.
A. Herman – Taką polemikę podjął ostatnio Pan Prezes z Panem ministrem Michałem Bonim. Dylemat czy bardziej opierać rozwój gospodarczy na imitacji, czy na innowacji jest
również dyskutowany w środowisku naukowym. Chiny zbudowały swoją potęgę ekonomiczną na imitacji, ale wiemy, że liderzy rynku globalnego zdobyli swoje pozycje na wynalazkach i innowacjach. Czy jest możliwe aby doskonalić kapitał ludzki, a jednocześnie poszukiwać nowych technologii, które powiększą możliwości poznawcze ludzi? Dzisiaj takich technologii jest już wiele.
M. Kleiber – Ostra konfrontacja moich poglądów z poglądami ministra Boniego, to w rzeczywistości tylko „sztuczka dziennikarska” i efekt medialny. Pan minister kładzie duży nacisk na rozwój kapitału ludzkiego mówiąc przede wszystkim o umiejętnościach. Ja akcentuję znaczenie wiedzy, którą jednak traktuję jako obejmującą umiejętności, bo czymże jest wiedza stosowana w praktyce, jak nie umiejętnościami? Gdy rozmawiamy o całym problemie wzrostu jakości kapitału ludzkiego i strategiach rozwoju, to tak naprawdę wielkich różnic między nami nie ma. Wystarczy dokładnie porównać opracowane w naszych zespołach dokumenty – Raport zespołu ministra Boniego i sprawozdanie z kierowanego przeze mnie Narodowego Programu Foresight – Polska 2020. Wierzę głęboko, że świat przyszłości będzie należał do społeczeństw mądrych. Suma umiejętności i wiedzy, jakim będzie dysponować całe społeczeństwo, będzie decydować o pozycji kraju. Rozumiem przez to zdolność społeczną do racjonalnego nabywania wiedzy drogą kupna np. nowych technologii, wykorzystywania wiedzy dostępnej za darmo (są olbrzymie pokłady takiej wiedzy!), i własnego rozwijania wiedzy poprzez badania naukowe. Tak pozyskaną wiedzę trzeba umieć analizować, przetwarzać, chronić i dystrybuować. To są kluczowe elementy społeczeństwa wiedzy, które muszą być rozwijane, gdyż będzie to podstawa funkcjonowania społeczeństw przyszłości. Na marginesie dodam, że nie rozumiem dlaczego w niektórych środowiskach, a ekonomiści chyba też do nich należą, z oporami przyjmuje się termin gospodarki opartej na wiedzy, skoro to właśnie wiedza będąca w dyspozycji społeczeństw będzie decydowała o ich jakości życia.
Dariusz Prończuk – Czy jest możliwe stworzenie strategii rozwoju poszczególnych przemysłów, i stworzenie strategii rozwoju kraju? Jeśli popatrzymy na to od strony praktycznej, to jest to możliwe w kraju małym i jednorodnym jak Finlandia, albo kraju zarządzanym centralnie jak Korea Południowa. W Polsce to nie jest możliwe. Rodzi się również pytanie, czy tworzenie takiej strategii jest zasadne? Przy ograniczonych środkach nie możemy stawiać na jednego konia”. Potrzebne są zarówno innowacje, bo być może wyjdzie nam coś wyjątkowego, jak i działania „mainstreamowe”, czyli podnoszenie poziomu całego polskiego przemysłu, co można robić różnymi metodami, na przykład poprzez inwestycje zagraniczne, włączenie się do obiegu innowacji korporacyjnych, przyciąganie inwestycji w obszarach innowacyjnych, dopracowywanie metod współpracy wyższych uczelni i przemysłu, itp. Oczywiście zupełnie innym pytaniem jest, czy na tak opracowaną strategię jest zapotrzebowanie polityczne, i czy uda się ją zrealizować wpisując ją w liczne kalendarze wyborcze.
A. Herman – W takim razie, jakie przemysły są dzisiaj najbardziej potrzebne w Polsce, abyśmy mogli przejść z cywilizacji przemysłowej do informacyjnej?
D. Prończuk – Jako inwestor działamy w całym regionie Europy Środkowowschodniej, zatem mamy okazję obserwować nie tylko to, co dzieje się w Polsce, ale i w innych krajach. Na przykład Rumunia, na którą lubimy patrzeć czasami protekcjonalnie, bo to taki biedniejszy kraj, potrafiła zdobyć unijne pieniądze – jeszcze zanim do Unii Europejskiej formalnie dołączyła – na to, aby w każdej szkole były komputery i na nich odbywały się lekcje w systemie e-learning. W efekcie za 10 lat będzie to społeczeństwo informatyczne, które będzie posiadało doskonałe umiejętności praktyczne, jak i zupełnie inną wyobraźnię wytworzoną w oparciu o możliwości technik komputerowych, wykorzystywanych do nauki takich przedmiotów, jak fizyka, geometria, biologia, itp. A w jakim miejscu my będziemy gdy wciąż dziś dostęp do komputerów i sieci jest ograniczony, a na wielu terenach wiejskich, gdzie mieszka 1/3 Polaków, brakuje infrastruktury?
A.K. Koźmiński – Nasz rozwój w ciągu ostatnich lat dokonywał się w dużej mierze w oparciu o kapitał ludzki, w który nastąpiły ogromne inwestycje, przede wszystkim prywatne. Ludzie inwestowali w swoje wykształcenie, zdrowie, warunki życia – przede wszystkim mieszkaniowe, kondycję fizyczną. I nagle możliwości kontynuowania wzrostu opartego o ten kapitał wyczerpują się. W tej chwili konieczne jest zainwestowanie w kapitał społeczny, czyli w zdolność do efektywnego współdziałania. I tutaj mamy tragicznie złą sytuację. Jesteśmy w Europie krajem o najniższym kapitale społecznym. Stopień zaufania społecznego utrzymuje się na poziomie 11 procent od kilkunastu lat. I według mnie, bez znacznego postępu w zakresie zwiększenia kapitału społecznego to te wszystkie przedsięwzięcia, o których mówił Pan Prezes, są nie do zrealizowania. Nie da się skutecznie rozwijać nowych technologii w społeczeństwie niezdolnym do współpracy. I to jest problem, o którym trzeba pamiętać. David S. Landes powiedział kiedyś, że w ostatecznym rachunku o wszystkim decyduje kultura. I wydaje się, że miał rację.
A. Herman – Czy potrafimy jednak już dziś wskazać takie przemysły, co do których mamy dużą dozę pewności, że mogą one stać się motorem rozwoju w Polsce?
Krzysztof J. Kurzydłowski – Mimo, że jest to bardzo ryzykowne, spróbuję wskazać te obszary, w których z całą pewnością działalność przemysłowa będzie bardzo atrakcyjna. Jeżeli przyjrzymy się opracowaniom robionym na świecie, na przykład w Wielkiej Brytanii czy w Japonii – to jednym z tematów wiodących jest energia, wszystko co jest związane ze zdrowiem oraz żywność. Do tego warto wskazać nowe platformy technologiczne: ogromny postęp odnotowano w technologiach informatycznych, w technologiach materiałowych, biotechnologii i nanotechnologii. Na szczęście Polska startuje w tych dziedzinach z niezłej pozycji, gdyż pojawiły się „inne ścieżki” rozwoju. Rozwój nowych dziedzin odbywa się inną drogą niż dotychczasowa. W takiej sytuacji znika dystans jaki musielibyśmy pokonać, gdybyśmy chcieli nadążać za najlepszymi. Na przykład, gdybyśmy próbowali rozwijać własną energetykę jądrową, to najwcześniej pierwszą własną elektrownię mielibyśmy za 50 lat. Więc nie warto tak czynić, lepiej kupić technologie zagraniczne. Tymczasem pojawiło się ogromne pole do działania w biotermii, i nie tylko tej związanej z wydobywaniem ciepłej wody, ale także geotermii głębokiej, gdzie intelektualnie Polska i USA startują z tego samego poziomu. W geotermii, w odnawialnych źródłach energii i różnego rodzaju systemach pozyskiwania czystej energii, nie ma dzisiaj wielkiej przepaści między Polską a resztą świata. Gdybym miał wymienić sferę gospodarczej aktywności przyszłości, to zaryzykowałbym właśnie energię, we wszystkich aspektach – wytwarzania, przetwarzania, przesyłania. Wymieniłbym też zdrowie, ale nie będę zatrzymywać się na tym temacie, bo rynek usług medycznych i przemysł związany z potrzebami zdrowotnymi społeczeństwa w Polsce rozwija się z trudem, nie z powodów intelektualnych czy technologicznych, ale z powodów organizacyjnych i możliwości finansowania.
A. Herman – A zatem, podobnie jak reszta świata, na pewno musimy szukać „zielonej energii”…
K.J. Kurzydłowski – Chciałbym zwrócić też szczególną uwagę na wodę. Woda staje się surowcem strategicznym. Kalkulacja oparta o dotychczasowe zużycie, prognozowane zapotrzebowanie i dostępność wskazuje, że za 20-30 lat bilans wody na świecie nie domknie się. Już w tej chwili jest to poważne wyzwanie. Wszystko wskazuje na to, że Polski ten problem nie ominie. Czeka nas jednocześnie ewolucja i rewolucja technologiczna, która może mieć podobny zakres, jak swego czasu zagadnienia klimatyczne. I to na pewno będzie pole do aktywności gospodarczej przedsiębiorców. A. Herman – Gdzie powinniśmy równocześnie poszukiwać innowacji metodologicznych w sferze przewidywania możliwych scenariuszy transformacji przemysłów?
K.J. Kurzydłowski – To jest dosyć powszechne na świecie, a także w Polsce, że przygotowuje się różnego rodzaju opracowania dotyczące przyszłego rozwoju. Prezes Kleiber kierował jednym z zespołów przygotowującym prognozę dla Polski. Po raz pierwszy w naszym kraju, na tak dużą skalę i przy użyciu obiektywnych narzędzi, środowiska naukowe i przemysłowe, we wspólnym dialogu, poszukiwały obszarów o potencjalnie największej szansie powodzenia. M. Kleiber – Główną wartością, którą ja przypisuję temu ćwiczeniu intelektualnemu, jakim był Narodowy Program Foresight, jest próba budowania kultury współpracy i szacunku dla ludzkiej kreatywności. W programie brało udział ponad 5,5 tysiąca osób. Zbudowaliśmy specjalny system porozumiewania się między sobą. I przez dwa i pół roku mieliśmy ogromną satysfakcję, z możliwości animowania wymiany poglądów w tak olbrzymiej grupie ludzi, na tematy kluczowe dla naszej przyszłości.
A. Herman – Warto też w tym miejscu podkreślić, że nowością było również to, że prace wykonywane podczas realizacji programu były na bieżąco publikowane.
M. Kleiber – Zbudowaliśmy portal internetowy. Do części informacji, traktowanych jako wewnętrzne, dostęp był ograniczony, ale większość informacji była udostępniana publicznie. Chyba daliśmy przykład jak można korzystać z możliwości, jakie daje dzisiaj informatyka, w zakresie racjonalnej rozmowy o przyszłości – bez chaosu dominującego na typowych forach internetowych. Do dzisiaj, pomimo że formalnie praca zakończyła się już prawie rok temu, ogromne grono byłych uczestników programu nadal wręcz domaga się kontynuowania dyskusji. To jest moim zdaniem jedna z lepszych metod budowania kapitału społecznego, na wagę czego zwrócił uwagę profesor Koźmiński.
A. Herman – A czym jest tak naprawdę metodologia typu foresight? M. Kleiber – Założeniem tej metody jest to, że mądrość pochodząca z integracji poglądów bardzo wielu rozmaitych osób zainteresowanych danym problemem, jest bardziej wiarygodna od mądrości indywidualnych ekspertów. Ja też w to wierzę. W takim przedsięwzięciu musi brać udział ogromna liczba interesariuszy problemu, osób naprawdę zainteresowanych daną sprawą. Jeśli przedmiotem dyskusji ma być na przykład program ochrony zdrowia, to muszą w nim brać udział lekarze, studenci, pacjenci, zarządzający instytucjami zdrowotnymi, politycy różnych szczebli i opcji politycznych, przedsiębiorcy działający w sektorze ochrony zdrowia. Wnioski z racjonalnej debaty przeprowadzonej w takiej grupie osób muszą być traktowane poważnie. W Polsce ktokolwiek byłby ministrem zdrowia, to przedstawiając jakikolwiek program reform zostaje błyskawicznie politycznie „odstrzelony”, cokolwiek by powiedział. Uważam, że zupełnie inna byłaby jego sytuacja, gdyby miał do dyspozycji wypracowane stanowisko dużej grupy osób, bardzo reprezentatywnej dla naszego społeczeństwa.
A. Herman – Czy więc niektóre metody wypracowane w naukach zarządzania mogą być przydatne do odczytywania trendów globalnych i prognozowania nowej struktury przemysłowej w Polsce?
A.K. Koźmiński – W istocie sprawa sprowadza się do prognozowania popytu. Postęp technologiczny nastąpi tam, gdzie mamy rosnące rynki. A zatem musimy odpowiedzieć na z pozoru bardzo proste pytanie – czego będzie brakowało? Z całą pewnością na świecie będzie brakowało żywności. To jest pewnik, a ceny na nią będą nieuchronnie rosły. Popyt na żywność to jest popyt rozproszony, a więc nie jest on kierowany poprzez, powiedzmy agendy rządowe, które nieustannie zmieniają się. To jest popyt kierowany przez ogromną ilość rozproszonych podmiotów. Pod tym względem Polska ma duże możliwości, może być jeszcze większym eksporterem. Tutaj wszakże potrzebna jest jedna rzecz, czemu ciemnota staje na przeszkodzie: musimy szerzej zastosować inżynierię genetyczną, inaczej ten wzrost produkcji nie będzie możliwy. To jest taki obszar, zarówno w produkcji i przetwórstwie, jak i we wprowadzaniu najnowszych technologii, gdzie można się spodziewać pozytywnych wydarzeń, bo będzie komu zapłacić.
M. Kleiber – Wcześniej od braku żywności czeka nas zapewne brak wody, co zresztą się ściśle łączy. Będą problemy z energią, ale raczej nie z jej brakiem, tylko z jej wysoką ceną. Moim zdaniem największy wzrost popytu pojawi się niebawem na nowoczesne procedury medyczne. Codziennie otrzymujemy informacje o nowych możliwościach leczenia i profilaktyki, i nie widzę powodu, dla którego nie mielibyśmy chcieć mieć do nich dostęp także u nas. Jest oczywiste, że przy naszym systemie finansowania ochrony zdrowia to potencjalnie kolosalny problem.
D. Prończuk – Głównym problemem w Polsce nie jest to, czy powstają nowe pomysły, nowe wynalazki, ale co się z nimi dzieje dalej. Z moich obserwacji i doświadczeń jako osoby zajmującej się finansowaniem przedsięwzięć ekonomicznych, które mają przynieść zysk, jest to podstawowy problem. Nie brakuje osób które mają naprawdę dobre pomysły, brakuje zespołów które pracowałyby nad tymi pomysłami na różnych etapach wdrożenia. Absolutnie brakuje ludzi, którzy są w stanie zamienić wynalazek w przedsięwzięcie ekonomiczne. Brakuje przedsiębiorców, menedżerów, prawników, źródeł finansowania, itd. Oczywiście Polska chyba nie zostanie Silicon Valley, ale możemy tu zapytać o rolę państwa, czy powinno wtrącać się w ten proces, a jeśli tak to, w jakiej formie? Czy państwo zachęca przedsiębiorcę do podejmowania ryzyka? Tutaj powstaje cały obszar niepewności, o której nikt za bardzo nie myśli, a działamy w takim otoczeniu, gdzie ilość środków jest ograniczona. Ciekawe, że branża venture capital powstała w USA w latach 70. przy znaczącym zaangażowaniu pieniędzy publicznych. Dodatkowo jeszcze przy mizerii infrastrukturalnej w dziedzinie innowacji, wydajemy wciąż dramatycznie mało na badania i rozwój. A wiemy przecież, że wydatków takich nie da się zwiększyć skokowo bez znacznej utraty ich efektywności, bo wracamy do pytania o infrastrukturę wspomagającą tę dziedzinę gospodarki.
M. Kleiber – To byłby dobry moment aby powiedzieć coś o Partnerstwie Publiczno–Prywatnym (PPP), do którego – muszę to przyznać – mam stosunek wręcz misyjny. Niecałe cztery procent przedsięwzięć inwestycyjnych w Polsce jest dzisiaj realizowanych w tym systemie. A dla przedsięwzięć wymagających dużych inwestycji, innowacyjnych podejść i doświadczenia wykonawczego, PPP jest jedyną drogą. Państwo musi świadczyć usługi ale trzeba pamiętać, że w ministerstwach pracują ludzie, którzy decyzje w sprawach dużych projektów podejmują często może raz w życiu, nie mają więc potrzebnego doświadczenia.
A. Herman – Czy rzeczywiście wkład państwa w poprawę innowacyjności i opiekę nad ryzykownymi wdrożeniami jest zbyt mały?
K.J. Kurzydłowski – Jeśli mówimy o wydatkach na badania i rozwój, to rzeczywiście generalnie wydajemy mało. Ale celem nie jest wydawanie pieniędzy, tylko uzyskiwanie efektów, z czym nie jest już tak źle. Akurat teraz, w ostatnich trzech latach twierdzenie, że w Polsce nie ma pieniędzy, jest nieaktualne. Rząd realizuje program Innowacyjna Gospodarka, w ramach którego jest ponad 11 miliardów euro. To jest ogromna kwota. W ubiegłym roku minister nauki i szkolnictwa wyższego przeznaczył miliard złotych na projekty, które mają charakter innowacyjny i są przydatne dla przemysłu. Warto przyjrzeć się, jak są one realizowane i czy wybrano te obszary, gdzie jest szansa na rozwój nowego przemysłu..
A.K. Koźmiński – Panowie poruszyli dwie sprawy, co do których mam odmienne zdanie. Przede wszystkim nie jest prawdą, że tak mało wydajemy na ochronę zdrowia. Mało wydaje państwo, ale dużo wydają obywatele. Polski rynek leków jest najszybciej rosnącym rynkiem w Europie. Rynek prywatnych usług medycznych jest w stanie eksplozji. Kłopot polega na tym, że państwo zbyt silnie ingeruje w tę całą sprawę, ponieważ uważa się, że prywatyzacja służby zdrowia to „czarna bestia”, czym się straszy skutecznie „dobrych ludzi”. W związku z tym, ten rynek nie może prawidłowo rozwijać się, a mógłby rzeczywiście stać się potężną lokomotywą rozwoju. Nie ma takiego ministra który powie, że decydujemy się nawspółfinansowanie.
D. Prończuk – Dlatego prywatyzacja służby zdrowia nastąpi przez likwidację i to będzie bardzo bolesne.
A. Herman – Czy i jakie więc powinny nastąpić zmiany w kształceniu w polskich szkołach wyższych? Czego powinniśmy uczyć?
K.J. Kurzydłowski – Z moich obserwacji uczelni technicznych wynika, że to, co jest dramatycznie zaniedbane, to kształcenie umiejętności pracy zespołowej. Stąd między innymi nasi studenci stosunkowo dobrze sobie radzą z teoretycznymi łamigłówkami, ale tam gdzie chodzi o implementację technologii, realizację pomysłu technologicznie, to już jest źle. Nie ma żadnej zachęty ani metody kształcenia pracy zespołowej. Indywidualnie nasi studenci są wyposażeni w dużą wiedzę, ale edukacja dotycząca działania w zespole jest daleko nieadekwatna.
A.K. Koźmiński – Czeka nas rewolucja w zakresie kształcenia, która będzie polegać na kształceniu interdyscyplinarnym i o szerokich horyzontach. Nieunikniona jest też przemienność studiowania, a pięcioletnie przebywanie w murach szacownej uczelni będzie chyba rzadkim luksusem. Ludzie będą coraz częściej po licencjacie rozpoczynać pracę, a studia kończyć później, bo to pozwala im maksymalizować dochody. Dlatego wątpię, żeby tradycyjny model edukacji uniwersyteckiej utrzymał się. Studia przemienne, zaoczne, będą nabierać coraz większego znaczenia.
A. Herman – To pokazuje również, jak przyszłościową dziedziną jest sektor edukacji, ale który – jako niezbędny element procesu budowy gospodarki wiedzy – będzie musiał podlegać wielu zmianom, aby dostosowywać swoją ofertę do rosnącego i zmieniającego się popytu.
A.K. Koźmiński – Ale warto byłoby dla tych najzdolniejszych zachować okres pięcioletni, bo to jest dobra rzecz. Profesor Kurzydłowski ma rację wskazując pracę w zespole, ale są też inne niemniej ważne umiejętności: umiejętność komunikowania, przywództwo, negocjacje. To są aspekty wiedzy, których się nie uczy, i, co należy powiedzieć, czego nie bardzo wiemy jak uczyć. Najbardziej szkodliwa jest wąska specjalizacja. Jeśli uczymy ludzi, którzy są wyspecjalizowani w wąskiej dziedzinie to, po pierwsze, oni sobie nie radzą w momencie, gdy ich obszar działania wchodzi w ostatni etap cyklu życia, a po drugie nie radzą sobie ze współpracą ze specjalistami z innych dziedzin. To jest sprawa o której trzeba pamiętać. Powinniśmy dążyć do tworzenia szerszych profili kształcenia. My jesteśmy szkołą biznesu, ale definiujemy się jako szkoła biznesu szerokiego profilu. U nas jest prawo, socjologia, psychologia, finanse. Studentom daje się możliwość pozyskiwania szerokiego spektrum wiedzy i umiejętności. Coraz częściej proponujemy podwójne dyplomy, na przykład prawo i finanse, prawo i zarządzanie. Kiedy absolwent ma podwójny dyplom, to jest on znacznie lepiej przygotowany do sukcesu na rynku pracy niż wąski specjalista. To najlepiej widać na przykładzie prawników. Oni są kompletnymi ignorantami w zakresie ekonomicznym. Nie wiedzą na przykład co to jest bilans, aktywa, cash flow, zysk, strata, przychód. W efekcie popełniają kardynalne błędy i powodują masę problemów. Niewydolność wymiaru sprawiedliwości wynika między innymi z tego, że prawników kształci się tylko jako prawników.
D. Prończuk – Brakuje jeszcze czegoś. Z moich doświadczeń, czyli doświadczeń osoby która pracuje z zespołami menedżerskimi, i która – z pozycji właściciela – kieruje przedsiębiorstwami, buduje wartość, zatrudnia ludzi na poziomie członków zarządów i niżej wynika, że nie ma dobrego przygotowania do pracy zawodowej w okresie studiów. Nie ma bowiem żadnego systemu, który pozwoliłby studentom wyrabiać sobie postrzeganie tego, co będą robić w przyszłości i tego, jak funkcjonuje przedsiębiorstwo. Namówić prywatnego przedsiębiorcę aby wziął studenta na praktykę jest bardzo trudno. Nasze przedsiębiorstwa są na dorobku, pędzą do przodu i nie mają ani czasu, ani chęci tym się zajmować. Ich podstawowym motywem działania jest „a co ja z tego będę miał”… Dlatego, jeśli nawet zapewni się studentom wykształcenie interdyscyplinarne, a nie zapewni się im ekspozycji na to co będą robić, to nadal nie będą naprawdę rozumieli, o co tak naprawdę chodzi w pracy którą mają wykonywać. Tutaj są potrzebne zachęty, w tym również finansowe, żeby przedsiębiorcy i menedżerowi opłacało się zainwestować w taką osobę.
M. Kleiber – Dyskutując o potencjalnych kierunkach rozwoju polskiego przemysłu, i o budowie kapitału społecznego, musimy mieć w świadomości naszą historię, tradycję, systemy wartości, których część może sprzyjać rozwojowi, ale część może być czynnikiem hamującym. Takie zmiany jak modyfikacje genetyczne w rolnictwie, czy terapie komórkami macierzystymi, z trudem będą u nas akceptowane. Sam nie jestem ich bezmyślnym zwolennikiem ale wiem, że nie ma od tego odwołania. Jesteśmy częścią globalnego systemu i nie możemy stworzyć enklawy, gdyż skończy się to tak, jak z turystyką aborcyjną. Druga sprawa to niebezpieczeństwa płynące z nadmiaru nowości. Jest ich tak dużo, że wybór tej naprawdę wartościowej, tej w którą warto inwestować i rozwijać, musi być poprzedzony staranną analizą, niekiedy dramatycznie trudną. Dla przykładu, mam mieszane uczucia co do przewidywanych zmian w światowej edukacji uniwersyteckiej. Czytam wiele opinii na temat skracania czy rozrywania cyklu kształcenia i odnoszę wrażenie, że jesteśmy blisko złamania podstawy edukacji uniwersyteckiej. Moim zdaniem okres pięciu lat jest kluczowy dla kształtowania postaw życiowych młodych ludzi. Trudno mi uwierzyć, że dwa-trzy lata na kampusie, potem odejście, powrót na inny uniwersytet, a jeszcze później kontynuowanie nauki w wersji na odległość, zapewni wykształcenie na prawdziwie dobrym poziomie. Musimy być świadomi tego, że każda nowość niesie ze sobą ryzyko. Dlatego warto jeszcze raz zaakcentować znaczenie wiedzy dla naszej przyszłości – tylko ona uchroni nas od popełniania zbyt wielu błędów.
A. Herman – Dziękuję Panom za rozmowę.
|