Od Naczelnegoprof. dr hab. Andrzej Herman
Obecny kryzys jest kryzysem funkcjonującego do niedawna jednego modelu gospodarki rynkowej. Jest to też początek końca dominacji jednej gospodarki w świecie, czyli USA i promowanego przez jej teoretyków neoliberalnego paradygmatu rozwoju. Początki tych dominacji były związane z systemem z Bretton Woods, kiedy w 1944 roku wypracowano zasady powojennego światowego systemu walutowego. W rezultacie tego utworzono dwa instytucjonalne filary tego systemu: Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy. Obecny kryzys ukazał w pełni kompromitację MFW i słabości BŚ w jego obecnej postaci. Od tego czasu klęskę poniósł także tzw. konsensus waszyngtoński. Na naszych oczach dokonuje się teraz powolny upadek światowego systemu monetarnego, który był oparty na amerykańskim dolarze. Spowolnienie tego procesu wynika głównie z tego, że ceny energii są uzależnione od transakcji dolarowych. Trudno przewidzieć, jak długo to jeszcze potrwa, ale można przypuszczać, że taki model rozliczania tych transakcji wkrótce wyczerpie się. W związku z tym rodzi się pytanie, które waluty będą mieć w najbliższej przyszłości status globalny? Czy światowy system monetarny oparty na dolarze amerykańskim zostanie zastąpiony systemem opartym na euro lub na innej (jakiej?) walucie? Jakie w związku z tym nowe ryzyka kursowe pojawiają się w perspektywie najbliższych 25-50 lat? Obecny kryzys ma zupełnie inny charakter niż kryzys dekady lat 1930. Po pierwsze dlatego, że gospodarka światowa – po osiemdziesięciu latach – znajduje się na znacznie wyższym poziomie globalizacji, co oznacza też znacznie wyższy poziom jej integracji i różnego rodzaju międzynarodowych współzależności. Po drugie, skutki obecnego kryzysu dotykają więc nie tylko USA i Europę, ale również inne regiony świata. Znacznie rośnie niebezpieczeństwo pogłębienia się globalnej nierównowagi monetarnej, finansowej, ekonomicznej, ekologicznej, społecznej i politycznej. Przywracanie nierównowagi w tylu sferach – z natury rzeczy – musi być procesem nie tylko znacznie trudniejszym i kosztownym, ale także bardziej długotrwałym. Po trzecie, ten kryzys jest inny, gdyż w znacznie większym stopniu niż w latach 1930, rozwój gospodarek narodowych jest uzależniony od różnego rodzaju form kredytu, co w szczególności odnosi się do kredytu konsumpcyjnego. Tak więc znalezienie odpowiedzi na pytanie, jak w sytuacji tak drastycznego jego ograniczenia zwiększyć popyt, staje się nadrzędne. Brak wprowadzania skutecznych rozwiązań będzie oznaczać,że spadnie produkcja i wzrośnie bezrobocie, czyli, skurczą się gospodarki”. Banki, które mają niski poziom kapitałów, oczekują teraz pomocy Państwa, bez której podobno nie mogą uruchamiać na szerszą skalę akcji kredytowych. Nie jest jednak ciągle jasne, gdzie „pogubiły” one swoje dotychczasowe kapitały i kto stał się ich nowym właścicielem. Jakie w wyniku tego są skutki kolejnej, globalnej fazy redystrybucji majątku i bogactwa? Kto jest jej faktycznym beneficjentem? W tej sytuacji jedno nie ulega wątpliwości: przy takim kryzysie potrzebne są nie tylko zasadnicze przewartościowania teoretyczne i praktyczne, ale również bezkompromisowość i surowość ocen. Nie powiodą się próby rozwiązania tych dylematów za pomocą dotychczas stosowanych metod – prywatyzowania zysków i uspołeczniania strat. Nie można unikać odpowiedzi na pytanie, kto ma ponieść koszty tego globalnego kryzysu początków XXI wieku? Czy powinno się je – tak, jak się to czyni obecnie uspołeczniać („wpompowując” ogromne publiczne pieniądze do prywatnych sektorów) – czy też może wprost przeciwnie, właśnie w myśl klasycznej etyki kapitalizmu, straty te konsekwentnie prywatyzować?
prof. Andrzej Herman Redaktor naczelny
|