Od Naczelnegoprof. dr hab. Andrzej Herman
Pojęcia i język, którymi wyrażamy nasze problemy, mają ogromne znaczenie nie tylko dlatego, że służą nam do komunikowania się, ale również pomagają strukturalizować nasze myślenie o otaczającej rzeczywistości. W zależności od tego, w jakim stopniu są one jej trafnym odzwierciedleniem, w takim też stopniu umożliwiają nam mniej lub bardziej skuteczne jej przekształcanie. Ta konstatacja odnosi się również do słowa kapitał. Bez kapitału nie ma gospodarki kapitalistycznej i nie jest też możliwe tworzenie w niej nowej wartości. Ale kapitał to pojęcie niesłychanie wieloznaczne i przez to bardzo często nadużywane. Dlatego też rodzi się potrzeba porządkowania sposobów jego rozumienia. Akceptując różnice w jego teoretycznych ujęciach, które są stosowane na gruncie różnych dyscyplin ekonomicznych, warto podejmować próby znajdowania punktów wspólnych, abyśmy mogli łatwiej odnaleźć się w istniejącym chaosie pojęciowym.
Z perspektywy historii ekonomii jedną z najbardziej syntetycznych i trafnych charakterystyk ewolucji pojęcia kapitału można znaleźć w Encyklopedii Katolickiej. Jego pochodzenie wywodzi się tam z języka łacińskiego, gdzie słowo caput oznacza głowę, a capitalis jest synonimem słowa główny. To odniesienie nabiera współcześnie wręcz symbolicznego znaczenia. Coraz powszechniej stosujemy termin „kapitał intelektualny”, który przede wszystkim kojarzy się z tym „niewidzialnym” zasobem, który jest wytwarzany w ludzkiej głowie i który ma nie tylko swoistą wartość, która może być zamieniona na dochód, ale jest głównym zasobem społecznym.
Przez wiele wieków jednak kapitał był rozpatrywany w procesach gospodarowania przede wszystkim z perspektywy etyki. Tak było w czasach przedklasycznych teorii ekonomicznych, czyli między innymi Konfucjusza, Arystotelesa, kanonistów i mnichów klasztornych. Ale tak też było i jest do dziś w islamie, co najpełniej wyraża Koran, zakazując pobierania odsetek od pożyczek i lichwy.
Kapitał finansowy już od XIV wieku był źródłem systemowej, cyklicznej akumulacji. Fizjokraci pod pojęciem kapitału rozumieli sumę pieniędzy zainwestowaną w produkcję płodów rolnych. Merkantyliści natomiast traktowali go jako zasób dóbr materialnych, który umożliwia wytwarzanie dochodu. W ujęciu klasycznym, ekonomiczne teorie kapitału traktowały dobra kapitałowe tylko jako czynnik wspomagający pracę. W jakiejś mierze stało się to wspólne dla A. Smitha, D. Ricardo, czy też J.S. Milla, którzy za główny czynnik produkcji uważali pracę i nie przypisywali kapitałowi statusu stałego czynnika produkcji.
Ciekawe odniesienia do tego terminu znajdujemy w katolickich naukach społecznych. Poświęcone mu były jedne z pierwszych encyklik papieskich – Rerum novarum, a także Laborem exercens. Kapitał był w nich rozpatrywany w relacji do pracy, jako niezbędny czynnik zaistnienia produkcji. W obu encyklikach praca była postawiona przed kapitałem – człowiek jest bowiem zawsze ważniejszy niż środki produkcji, którymi się posługuje.
Rozwój dyskusji nad pojęciem kapitału w ekonomii doprowadził do rozważań na temat relacji między postępem technicznym a kapitałem. Na ten temat odbywały się m.in. wielkie debaty naukowe między brytyjskimi i amerykańskimi uczonymi – wspomnę tu tylko K.J. Arrowa i J. Robinson. Dyskusje na temat pojęcia kapitału ludzkiego i nierozerwalnie z nim związanego kapitału intelektualnego pojawiły się wyjątkowo późno, gdyż dopiero na przełomie lat 50. i 60. ubiegłego wieku (Th. Schultz i G. Becker). Jak zwykle, stało się tak pod wpływem presji potrzeb praktyki. Warto jednak również przypomnieć, że z teoretycznego punktu widzenia problem ten podjął już znacznie wcześniej, bo w pierwszej połowie XIX wieku F. List, który za główne źródło bogactwa uznawał wiedzę i umiejętności jednostek i narodu.
Kontynuowane w XX wieku debaty na ten temat w nowy sposób uzmysłowiły teoretyczne i praktyczne znaczenie pytania, jak przekształcać istniejące potencjalnie zasoby w kapitał, a ten w aktywa przedsiębiorstwa. W ich efekcie przyjęto, że kapitał intelektualny to zasób generujący przyszłe zyski.
Nie sposób pominąć też osiągnięć profesora M. Kaleckiego, w którego formule wzrostu pojawił się problem tzw. „reszty”, czyli kapitał ludzki. Wiedza, umiejętności jednostki i społeczeństwa były bowiem zawsze, a współcześnie szczególnie są źródłem bogactwa narodów.
Z wyrazami szacunku prof. Andrzej Herman Redaktor Naczelny
|